- Miałam zawsze nadzieję, że nikt nie wpadnie na taki pomysł – mówi 97 letnia kobieta – To w końcu grób, również mój ojciec tam spoczywa. Nie mam nic przeciw temu, by zbierano rzeczy rozrzucone wokół, a jest ich raczej wystarczająco dużo na niejedną późniejszą wystawę. Ale sam wrak to część naszej historii.
Dean jako dziewięciotygodniowe niemowlę została uratowana 15 kwietnia 1912 roku z tonącego statku. Była jedną z dwóch tak małych dziewczynek. Po śmierci Barbary Daintons (drugiego niemowlaka) w roku 2007 stała się “ostatnią żyjącą”.
Do własnej „titanicowej“ przeszłości ma dość mało sentymentalne podejście.
- Mam gdzieś kawałek węgla z liniowca, ale nie bardzo wiem, gdzie akurat się zawieruszył. No cóż, to w końcu tylko kawałek węgla.
Kiedy w 2006 roku Millvila złamała biodro, musiała przenieść się z własnego mieszkania do domu starców. By opłacać swój pobyt sprzedała już wiele osobistych pamiątek, między innymi stuletnią walizkę, która należała do jej matki. Otrzymały ją po dotarciu do Nowego Jorku. Przy tej okazji przekazano im również list "Titanic Relief Fund", fundacji pomocy na rzecz ofiar. Millvina na sprzedaży przedmiotów zarobiła 26.000,- funtów. Miesięczna opłata jej pobytu z zabiegami kosztuje 3000,- funtów.
- W kwietniu sprzedałam kolejne rzeczy, między innymi model „Titanica“, na którym było wygrawerowane moje imię. Kiedy na niego patrzyłam, miałem zawsze wrażenie, że to był całkiem ładny statek – uśmiecha się starsza dama.
W domu starców nie czuje się specjalnie miło. Jej znane nazwisko, jako ostatniej z żyjących i częsta obecność w mediach wzbudziły zazdrość innych mieszkańców.
- Wkurzają się, że tak często ktoś mnie odwiedza – wzrusza ramionami Dean – Ja sama nie bardzo się przejmuję tą sławą. Wielu ludzi mówi mi, że jestem „historyczną osobistością“. Ale ja nie jestem historyczna, jestem po prostu stara – Millvina puszcza oko.
Von: Lech Walotek-Scheidegger
Diesen Artikel teilen: